Ciekawostka · Martwienie jako unikanie

Martwienie jako unikanie — dlaczego trwa, choć męczy

Martwienie jest słowne i niemal pozbawione obrazów — i właśnie dlatego tłumi pobudzenie ciała. Paradoksalnie chroni przed pełnym poczuciem lęku, więc mózg je podtrzymuje, mimo że jest męczące.

ok. 5 min czytania

Teoria unikania Borkoveca

Thomas Borkovec zaproponował teorię unikania (avoidance theory of worry), w której martwienie to przede wszystkim aktywność werbalno-myślowa. Krążymy w słowach i zdaniach typu „a co, jeśli”, a nie w żywych, plastycznych wyobrażeniach katastrofy.

Ta różnica nie jest błaha. Słowne przetwarzanie zagrożenia tłumi reakcje fizjologiczne — przyspieszone serce, napięcie, pobudzenie — które wywołałby dopiero żywy obraz najgorszego scenariusza. Martwiąc się, niejako rozmawiamy z lękiem zamiast go poczuć.

Dlaczego się utrwala

Skoro martwienie chwilowo redukuje nieprzyjemne pobudzenie ciała, działa jak negatywne wzmocnienie. „Pomaga” nie czuć w pełni — a wszystko, co przynosi ulgę, mózg chętnie powtarza, nawet jeśli na dłuższą metę jest wyczerpujące.

Cena jest jednak wysoka. Tłumiąc pełną reakcję, martwienie blokuje przetworzenie lęku: emocja nie ma szansy się rozegrać, dojść do szczytu i wygasnąć. Dlatego zmartwienia wracają — nigdy nie zostały do końca przeżyte ani domknięte.

Drugie piętro: metamartwienie

W modelu metapoznawczym Adriana Wellsa do obrazu dochodzi jeszcze jedno piętro. Z jednej strony pojawia się przekonanie pozytywne — „martwienie pomaga mi się przygotować, mieć wszystko pod kontrolą” — a z drugiej negatywne: „nie panuję nad martwieniem, ono mnie pochłania”.

To właśnie te przekonania o myśleniu, a nie sama treść poszczególnych zmartwień, podtrzymują błędne koło. Dlatego w pracy nie ścigamy każdego „co, jeśli”, lecz zajmujemy się relacją klienta do własnego myślenia i jego założeniami na temat martwienia.

W gabinecie

Pomocna bywa ekspozycja na żywe wyobrażenie najgorszego scenariusza zamiast słownego krążenia wokół niego. Gdy klient pozwoli obrazowi się rozwinąć, lęk może wreszcie narosnąć, osiągnąć szczyt i opaść — czyli przejść drogę, którą martwienie zwykle blokuje.

Do tego dochodzi praca metapoznawcza nad przekonaniami o martwieniu, trening uwagi oraz odkładanie zamartwiania do wyznaczonego „czasu na martwienie”. Chodzi o to, by martwienie przestało być całodobowym tłem, a stało się czynnością, którą można świadomie ograniczyć.